poniedziałek, 18 grudnia 2017

Zotter Gölles Apple Balsamico ciemna 70% nadziewana czekoladowym ganaszem z jabłkowym octem balsamicznym i grappą, galaretką z jabłkowego octu balsamicznego, białą czekoladą i nugatem z orzechów włoskich


Mało brakowało, a nie zamówiłabym dziś opisywanej czekolady. Podczas rozmowy z foodieshop24.pl na temat najnowszych nadziewanych Zotterów wyraziłam obawę, czy aby na pewno Gölles Apple Balsamico nie jest odpowiednikiem Sauerstoff pod zmienioną nazwą i szatą graficzną. Na szczęście doszliśmy do tego, że to inna tabliczka! Wprawdzie obie czekolady łączy kilka rzeczy - galaretka z jabłkowego octu balsamicznego oraz czekoladowy ganasz z miodem i grappą, jednakże różnice są na tyle zasadnicze, że koniecznie musiałam wypróbować także nowość. 


W nowym octowym nadziewańcu kuwertura to ciemna czekolada o 70% zawartości kakao (w Sauerstoff była to ciemna mleczna pięćdziesiątka), zaś galaretka z jabłkowego octu balsamicznego została uwięziona pomiędzy cienkimi warstwami białej czekolady. Ponad i pod galaretką mieszczą się dwa różne nadzienia. Na dole - analogiczny do Sauerstoff czekoladowy ganasz doprawiony miodem i grappą, tutaj wykonany również z udziałem jabłkowego octu balsamicznego. U góry - nugat z moich ukochanych orzechów włoskich. W obliczu tego bogactwa zastanawiałam się nawet, czy tabliczka nie będzie przekombinowana...

Jabłkowy ocet balsamiczny użyty do stworzenia tej czekolady podchodzi z styryjskiej destylarni Gölles. Po stworzeniu octy Gölles poddawane są leżakowaniu w dębowych beczkach, co nadaje im wyjątkowego aromatu. 



Czekolada pachniała miąższystym ciastem orzechowym, bardzo esencjonalnym, z grubą polewą czekoladową. W przekroju tabliczka ukazała w pełnej krasie swe bogactwo. Zadziwiła mnie grubość białej czekolady, która jak się okazało wcale nie przeszkadzała, nie uczyniła całości zbyt słodką. Po wgryzieniu się we wszystkie warstwy z zaskoczeniem stwierdziliśmy, iż kompozycja imituje smak... wytrawnego białego wina. Sama galaretka octowa kojarzyła się nam ze smakiem winogron, zaś cała reszta - fuzja orzechów, białej czekolady i leżakowanego octu, plus oczywiście alkohol z grappy - daje bardzo smakowite winne skojarzenie. Dolna warstwa jest właściwie odzwierciedleniem nadzienia z Sauerstoff, więc nie będę się nad nią rozpisywać - najistotniejszy efekt tworzyła dla mnie w tej tabliczce spójna całość.


Podobnie jak w Sauerstoff czekolada nie jest octowa w dosłownym słowa tego znaczeniu. Jest bardzo złożona, delikatnie słodka, zakrawająca o wytrawność. Galaretka stanowiąca serce tabliczki jest miękka i jędrna niczym domowy dżem, taka winogronowo-jabłkowa, po prostu pyszna! Nadaje całości świeżości, bez niej Gölles Apple Balsamico byłaby może aż za wytrawna. Kryje w sobie wiele ciężkich nut, ale bardzo smakowitych, pełnych. Była jednak smaczniejsza od Sauerstoff, przede wszystkim przez wyrazistość orzechów włoskich i ciemnej czekolady.

Gölles Apple Balsamico przenosi nas do ciepłego jesiennego ogrodu. Siedzimy na ławce, pijąc białe wino pośród winorośli i drzew orzecha włoskiego. Moje obawy wobec przekombinowania tej czekolady były niesłuszne. Spójność to jej wielka zaleta, jest też przy tym dość poważna i melancholijna. Przepysznie romantyczna.



Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, jabłkowy ocet balsamiczny, tłuszcz kakaowy, orzechy włoskie, syrop cukru inwertowanego, pełne mleko w proszku, miód, masło, mleko, odtłuszczone mleko w proszku, grappa, proszek sojowy (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), pektyna jabłkowa, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, koncentrat soku cytrynowego, sól, lecytyna sojowa, wanilia, cynamon, anyż.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 492 kcal.
BTW: 5,4/30/48

sobota, 16 grudnia 2017

Morin Venezuela Porcelana ciemna 100%


Nadal pozostajemy w ciągu setkowym! Pewnego piątkowego dnia miałam sporo spraw biurowych do pozałatwiania. Postanowiłam, że będzie mi w nich towarzyszyć jedyna stówka od Morina, jaką zdecydowałam się zakupić. Mowa o Venezuela Porcelana Noir 100%. Nigdy nie miałam okazji jeść czekolady składającej się w 100% z kakao Porcelana, a byłam bardzo ciekawa, jak będzie ona smakować. Ze szlachetnymi ziarnami Porcelana moje doświadczenia były dotychczas różne. Generalnie jednak nie byłam w stanie docenić ich walorów, w wielu czekoladach okazały się dla mnie po prostu zbyt delikatne. Stówka zdawała się być idealnym sposobem na docenienie Porcelany. Zwłaszcza, że wykonana została przez francuską markę Morin, którą bardzo sobie cenię. Morin Venezuela Porcelana Noir 100% zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

 Ziarna Porcelany zastosowane w naszej tabliczce wyhodowane zostały w wenezuelskim regionie Sur del Lago de Maracaibo leżącym w prowincji Zulia. Morin wskazuje, iż czekolada charakteryzuje przyprawowością i wyrazistym charakterem kakao, lecz odnaleźć w niej można liczne nuty suszonych owoców, migdałów i kwiatów - ze szczególnym uwzględnieniem jaśminu.


Mieć przed sobą 100 gram grubaśnej czekolady składającej się w 100% ze szlachetnego kakao - to dla mnie prawdziwa gratka! Będę powtarzać w nieskończoność, iż kocham francuskie marki - Morin, Pralus i Bonnat - za tworzenie Prawdziwych Czekolad w formacie 100 g. Nasza Porcelana z wierzchu przypudrowana była lekkim osadem, ale wewnątrz - mmm.... Drobnoziarnista, lecz masywna, zapowiadała mocne kakaowe doznania. Łamała się z twardym łomotem. Unosił się nad nią intrygujący, kwiatowo-grzybowy zapach. Wąchając ją pomyślałam również o porcelanowej filiżance wypełnionej gorącą kawą - na tyle istotna była tu także filiżanka, iż czułam zarówno ją, jak i kawę.


Nasza stówka okazała się bardzo gładka i delikatnie lepka, bez oleistości - w końcu została stworzona z samych ziaren kakao, bez dodatku masła kakaowego. W ustach każdy kęs sprawia wrażenie bardzo masywnego i ciężkiego, jak wilgotny piach. Nie ma tu jednak wcale ściągania, nawet w finiszu. Od samego początku wiem, że jest to setka z gatunku łagodniejszych.

Pierwszą w smaku identyfikuję specyficzna kwaśność, która skojarzyła mi się ze... spoconą skórą rozgrzaną na słońcu. Nie chodzi jednak o żadne negatywne i przykre doznanie, ale o bardziej erotyczne, przyjemne. Zwłaszcza, że owa kwaśność przechodzi stopniowo w słodycz, tak jak słodka potrafi być skóra. Słodycz narasta w sposób owocowy, a kwaśność staje się odrobinę nabiałowa - co daje efekt niezwykle trafnie nazwany przez Kimiko - serek brzoskwiniowy!



Dalej słodycz oscyluje w okolicach wręcz konfiturowych - pomyślałam o konfiturze z moreli, a także o esencjonalnej z czarnych porzeczek. Element kakaowej goryczki przywoływał także kawę słodzoną miodem. Następnie do głosu dochodziły niby to kwiatowe, ale jednak bardziej perfumowane nuty. Słodkie migdały, lekka ziołowość i przyprawość, olejki perfumowe... W międzyczasie na tyle namacalne, iż wydawało mi się, jakbym czuła jedne z moich ulubionych perfum (Mugler Angel Muse). Pod koniec degustacji pojawiło się bardzo silne wrażenie jedzenia surowych ziaren kakao. Tak, jakby wszystkie wyczuwalne wcześniej nuty nagle skumulowały się w jedną petardę o olbrzymiej mocy.

Nawet nie spostrzegłam, kiedy zjadłam swoją połówkę tabliczki. Mój Mąż, który poczęstował się swoją częścią później, nie był nią tak zauroczony jak ja. Ku mojej uciesze oddał mi jeszcze kilka kostek. Ostatnio mam szczęście do dobrych, naprawdę oryginalnych setek. Chociaż Morin Venezuela Porcelana Noir 100% była generalnie mniej smakowita niż boska Akesson's Madagascar Bejofo Estate 100% Criollo, to oprócz zwariowanej Szanto Tibor zdecydowanie moja ulubiona czekolada wykonana z ziaren Porcelana.



Skład: ziarna kakao.
Masa kakaowa: 100%.
Wartość energetyczna w 100 g: 607 kcal.
BTW: 14,2/52/12,7

czwartek, 14 grudnia 2017

Zotter "Fake Chocolate" Peanuts and Nettles ciemna mleczna 60% nadziewana nugatem z orzechów arachidowych i pokrzywową galaretką z chili


Czytając o genezie powstania Zotter "Fake Chocolate" Peanuts and Nettles miałam dokładnie taką samą myśl jak Kimiko: "Szkoda, że Obama nie mógł walić trzeciej kadencji..." Dlaczego? Po wyborze Obamy na prezydenta USA, Zotter stworzył czekoladę z orzechami arachidowymi i... ketchupem. Bardzo chciałabym spróbować czekolady z ketchupem! Obecnie "Fake Chocolate" została stworzona z myślą o Donaldzie Trumpie. Nie za bardzo rozumiem, dlaczego padło akurat na pokrzywę, no ale dobra - polityka nie leży w gronie moich zainteresowań. Za to ciekawe czekolady na pewno! Tak jak Kimiko, nie mam nic przeciwko "spożywczości" pokrzywy, a napar z tego zioła jest dla mnie bardzo smaczny. Swoją tabliczkę zakupiłam oczywiście poprzez foodieshop24.pl.


Po niezbyt udanej Peanut Butter and Banana byłam ciekawa użytego tutaj nugatu z orzechów arachidowych, jednak po tamtych doświadczeniach nie spodziewałam się rewelacji. Generalnie, "Fake Chocolate" Peanuts and Nettles to ciemna mleczna czekolada o 60% zawartości kakao (chyba najczęściej najlepiej sprawdzająca się kuwertura w Zotter Handscooped) nadziewana dwoma warstwami nugatu z orzeszków ziemnych, kryjąca wewnątrz pokrzywową galaretkę doprawioną chili. Kocham galaretki w nadziewańcach Zottera, uwielbiam też chili - to mogło być naprawdę ciekawe połączenie!

Czekolada pachniała cudownie - przede wszystkim świeżo prażonymi orzechami arachidowymi, dobrą mleczną czekoladą o wyższej zawartości kakao, delikatną piernikową przyprawowością oraz nutą ziół. W przekroju prezentowała się bardzo apetycznie, wszystko za sprawą soczystej galaretki. Po doświadczeniach z innymi galaretkowymi Zotter Handscooped, te naturalne trzęsawce działają na mnie jak lep na muchy, mniam! Nugat miał taką barwę i zapach, iż od razu wiedzieliśmy, że fistaszki dadzą tutaj czadu...


Wystarczył kęs, bym przekonała się, że "Fake Chocolate" Peanuts and Nettles stanie się jedną z ulubionych nowych Handscooped, choć wcale ją o to nie posądzałam. Kompozycja okazała się wyrazistym połączeniem niecodziennych smaków, a wielu nowych Handscooped brakowało mi właśnie takiej bezkompromisowej wyrazistości! Po pierwsze, nugat z fistaszków jest rewelacyjny, idąc za Kimiko rzeczywiście kojarzył się nieco snickersowo, choć absolutnie nie był za słodki - był obłędnie fistaszkowy. Wspaniale komponował się z ciemną mleczną czekoladą 60%, która również nie była przesadnie łagodna, miała charakterek - dlatego tak bardzo lubię ją w Handscooped, bo cokolwiek by nie znajdowało się w środku, tabliczka zawsze zachowuje wówczas czekoladowy charakter.

 A co mogę powiedzieć o galaretce? Była bardzo mięciutka, wręcz rozpływała się w ustach, a smak za to miała naprawdę mocny. Dominowało boskie chili, idealnie wplatające się w fistaszki i czekoladę. Było dość intensywne, co dla mnie stanowi wielką zaletę - kocham chili w wielu połączeniach, a masło orzechowe z chili to mój faworyt dodawany codziennie do owsianki. Już pod tym względem byłam więc kupiona.


Pokrzywa sama w sobie nie grała pierwszych skrzypiec. Niosła lekko miodowy, ziołowy posmak, który dopełniał kompozycji. I bez niego całość radziłaby sobie znakomicie, ale dzięki pokrzywie "Fake Chocolate" Peanuts and Nettles stała się bogatsza. Sama galaretka nabrała też większej świeżości, dzięki czemu chili nie jest odczuwalne jako zbyt inwazyjne. Wszystko zostało dograne tak, iż nie mogę sobie wyobrazić lepszej wersji takiego dziwnego połączenia. Zotter ma łeb nie od parady... Pomysłowa "Fake Chocolate" Peanuts and Nettles to na to kolejny przykład. Jeśli tylko nie boicie się chili - polecam z całego serca.

Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, orzechy arachidowe, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, syrop cukru inwertowanego, olej arachidowy, słodka serwatka w proszku, suszone pokrzywy, koncentrat soku cytrynowego, pełny cukier trzcinowy, odtłuszczone mleko w proszku, pektyna jabłkowa, lecytyna sojowa, sól, wanilia, chili bird's eye, cynamon.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 510 kcal.
BTW: 9,6/31/47

wtorek, 12 grudnia 2017

La Naya Vietnam Ben Tre mleczna 50%


Litewska marka La Naya pojawiła się dotychczas na moim blogu tylko ze swym asortymentem czekolad z dodatkami. To te tabliczki, które tak doskonale nadają się na prezent - bowiem w pełnym zestawie opakowania pięciu czekolad ułożone obok siebie tworzą jeden obrazek. Już niemalże rok temu w sklepie Sekretów Czekolady zakupiłam także pozostały dostępny asortyment od La Naya, a mianowicie czekolady single-origin. Podczas ostatniego weekendowego wypadu w góry postanowiliśmy sięgnąć po jedyny mleczny wariant spośród nich - czekoladę o 50% zawartości wietnamskiego kakao z prowincji Ben Tre. Ben Tre znam już z boskich czekolad Erithaj, a mleczną wersję tej marki szczególnie dobrze wspominam. Litewskiej interpretacji tego kakao byłam więc niesamowicie ciekawa.

Nasza degustacja miała miejsce w leśnej głuszy, w czeskich Zaworach. Rozsiedliśmy się na powalonym drzewie i pośród ciszy delektowaliśmy się wyjątkową czekoladą.


Aż podziw bierze, jak La Naya cudownie potrafiła opisać swoją czekoladę. Zdania umieszczone na wkładce wewnątrz opakowania rozanielają tak jak sama czekolada. Według producenta mleczna Ben Tre inspirowana jest uczuciem określanym jako "liberosis". Jest to pożądanie martwienia się w mniejszym stopniu troskami życia codziennego, wzniesienie się ponad to. Jakże przyjemnie czyta się, że ziarna z plantacji Ben Tre w magicznej fabryce La Naya zostały przemienione w miód, karmel i beztroską wolność. La Naya swoje bean-to-bar określa jako bean-to-emotion. Mleczna La Naya ma zamienić nas w dzieci huśtające się na huśtawce, w zabawową piłkę plażową i w beztroskiego delfina na środku oceanu. La Naya wypunktowuje emocjonalną strukturę Vietnam Ben Tre 50%: owoce, ciasteczka mamy, dzień na plaży, miód, palmy, emancypacja, kwiaty, borowiki.


W ustach rozpuszczała się powoli i w dość zwarty sposób. Nie była więc typowo dziecięcą czekoladą, ale jednak bardziej poważną, powściągliwą. W pierwszym kontakcie z kubkami smakowymi skojarzyła się mi ze zmrożoną krówką, a dalej już z orzechowymi ciastkami z miodem. Następnie pojawiły się zaskakujące nuty, dla nas wcale nie grzybowe jak podpowiada producent. Pewne akcenty w tej czekolady kojarzyły nam się z... soczystą szynką pokrojoną w cienkie plasterki, ewentualnie z boczkiem (z przewagą mięsa nad tłuszczem). Ewentualna kwaśność w tej czekoladzie oscylowała gdzieś w okolicach serwatki (czyli generalnie niski poziom, ale skojarzenia serwatkowe się pojawiły). Podczas spokojnego, gładkiego rozpuszczania się naszej La Naya powracał miód w nabiałowym kontekście (tłuste gorące mleko z miodem), no i dziwne myśli mięsne, jak boczek oblany miodowym karmelem. Po jakimś czasie olśniło mnie - smak ten był zbliżony do nadzienia w Zotter Bacon Bits!


Wietnamska mleczna La Naya różniła się od tej z Erithaj. Obie bardzo mi smakowały, obie niosły ze sobą kontrowersyjne nuty, ale... to La Naya była spokojniejsza, a swym wyważeniem urzekała na tyle, iż można by było zjeść jej naprawdę dużo. Nie za słodka, nie za gorzka, nie za kwaśna - choć jej smaki były wyraźne i ciekawe, paradoksalnie odczuwało się ją jako coś klasycznego. Ciekawe, co zaprezentuje nam wersja ciemna...




W niedzielę 26 listopada po zakończeniu naszego szlaku w Łącznej wsiedliśmy do samochodu i podjechaliśmy do rezerwatu przyrody Głazy Krasnoludków. Mało popularne Zawory obfitują w ciekawe formy skalne - inną ciekawostką jest chociażby Diabelska Maczuga. Wszak Zawory są już częścią Gór Stołowych, a to zobowiązuje... Przyznam się, że nim pojawiłam się w Zaworach, nawet nie wiedziałam, że istnieje taki region. Malowniczy, spokojny... Idealne miejsce na degustację dziś opisywanej czekolady!


Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy, odtłuszczone mleko w proszku, masło, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 60 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 568 kcal.
BTW: 9/40/41